Tragedia z Jeleniej Góry wstrząsnęła Polską.

Tragedia z Jeleniej Góry wstrząsnęła Polską.

Tragedia z Jeleniej Góry wstrząsnęła Polską.

W komentarzach szok i niedowierzanie. A ja pytam – na jakiej podstawie?

Przecież to była tylko kwestia czasu. Bo od lat WSZYSTKO wskazywało, że idziemy w tym kierunku.

I to TY mogłeś być na miejscu tych rodziców z Jeleniej Góry.

To TWOJE dziecko mogło zadać ten cios nożem. Albo go otrzymać. Za nic.

Pewnie wszystko w Tobie krzyczy teraz ”NIE, NIE PRAWDA!”

Pewnie uparcie trzymasz się iluzji, że ani Ciebie ani Twojego dziecka te problemy nie dotyczą…

Że Twoje dziecko chodzi do małej, przyjaznej szkoły, w której „takie rzeczy nie mają prawa się wydarzyć”. Pewnie uważasz, że Twoich bliskich i rodzinę dziewczynki, która zadała cios, dzieli jakaś bezgraniczna przepaść jakości bycia, życia, sposobu myślenia, czucia. Pewnie odpychasz jak najdalej od swojego świata tę „patologię”…

Rozumiem. To naturalne mechanizmy obronne. Ale one podtrzymują fikcję.

I odsuwają w dal konieczne działanie ku zmianie.

Bo ja powtarzam: „TO” się mogło stać w KAŻDEJ szkole.

W KAŻDEJ klasie.

„TO” jest dużo bliżej, niż umiesz sobie wyobrazić i niż chcesz dopuścić do świadomości.

Rodzice (tak, tacy sami jak Ty!) zazwyczaj nie mają pojęcia ile postawionej na piedestale przemocy, treści seksualnych, zachęt do autoagresji czy anoreksji dosięga ich dzieci z ekranów.

Dzieci żyją w podwójnych standardach. Inny świat pokazują oficjalnie rodzicom, nauczycielom.

W zupełnie innym żyją większość doby z pełnym zaangażowaniem emocjonalnym.

Od wielu lat dysponujemy badaniami naukowymi, które wyjaśniają, dlaczego wśród dzieci i nastolatków wydarza się coraz więcej zła, przemocy, samookaleczeń, chorób psychicznych. Dlaczego dzieci lądują na oddziałach psychiatrycznych i w ośrodkach wychowawczych, zamiast radośnie bawić się i rozwijać.

Manfred Spitzer z książce „Cyfrowa Demencja” przytacza badanie naukowe sprzed 16-u już lat, w którym studenci testowali gry komputerowe: z przemocą lub bez. Grali w nie zaledwie 20 minut (!!!) i ten czas wystarczył, by ich wrażliwość na przemoc była wyraźnie niższa.

Ta sama zależność dotyczyła „znieczulicy”na cudzą krzywdę po obejrzeniu zaledwie jednego brutalnego filmu!!!

Badania te bez wątpienia udowodniły, że „bezpośrednio po konfrontacji z wirtualną przemocą stopień uwrażliwienia na realną przemoc zdecydowanie maleje”. Badań i dowodów jest o wiele więcej. Dużo za dużo na ten post.

A teraz proszę… pomyśl… co się dzieje z psychiką dziecka, które karmi się takimi treściami codziennie od lat?

Czy odróżnia jeszcze prawdę od fikcji?

Czy rozumie, że tym razem nie będzie można zrestartować gry a koleżanka nie ma pakietu kolejnych „żyć” w zapasie?

Czy ma ukształtowany stabilny system wartości moralnych, w których zrobienie komuś krzywdy jest jednoznacznie złe? Skąd ma wiedzieć jakie zachowanie jest słuszne, skoro patostreamerzy przy licznym aplauzie swoich followersów zarabiają dużą kasę on-line kopiąc własną babcię czy wkładając kota do piekarnika?!

Nie zrozum mnie źle. Nie chodzi o usprawiedliwienie tego, co się stało… Chodzi o zrozumienie, diagnozę, naprawę całego tego chorego społeczeństwa. Nie możemy zamykać oczu na ten aspekt.

Czy dostępna wiedza naukowa przełożyła się na jakieś skuteczne przepisy, zasady w szkołach i domach? Czy skutecznie ograniczono dostęp dzieci do szkodliwych treści?

NIE.

Skąd więc zdziwienie, że wydarza się coraz więcej tragedii?

W samym 2026 roku parę wydarzeń z naszego kraju: 14-o letni chłopiec z Poznania, który zaplanował szkolną strzelaninę i zrobił listę kolegów „do eksterminacji”, para nastolatków, która popełniła samobójstwo w Rzeszowie, kolejne dzieci skaczące pod pociąg…

Ile tragedii musi się jeszcze wydarzyć, żeby zabrać dzieciom dostęp do ekranów, skoro nie jesteśmy w stanie zapewnić im bezpieczeństwa w cyfrowym świecie?

Między bajki możecie włożyć ciągle powtarzane argumenty, że dzieci powinny mieć swoje telefony, bo ludzie powinni za młodu nauczyć się jak mądrze korzystać z mediów i wyćwiczyć samokontrolę co do ilości i jakości konsumowanych wirtualnie treści. BLA… BLA… BLA…Równie dobrze moglibyście kilkulatkom włożyć papierosa w zęby, flaszkę do jednej ręki i garść żetonów z kasyna do drugiej. Żeby za młodu nauczyły się jak nie popaść w nikotynizm, alkoholizm czy uzależnienie od hazardu…

Dlaczego uważam, że nie da się bezpiecznie zostawić dziecka z elektroniką sam na sam? Bo mózg człowieka dojrzewa w pełni dopiero około 30 roku życia!!! A większość gier i aplikacji stosuje bezwzględne psychomanipulacje, którym nawet dorośli nie są w stanie się oprzeć.

Dziecko mające ekran w kieszeni, w sypialni, w żaden sposób nie jest w stanie obronić się przed niszczycielską mocą mediów społecznościowych, gier, „brainrotów” czy krótkich filmików na Youtubie i Tiktoku.

A skutecznych rozwiązań prawnych ani technicznych dla bezpieczeństwa dziecka w sieci jak na razie nie ma.

Wielu rodziców ma słuszne przeczucie co do szkodliwości ekranów. Jednak mało kto ma siłę w pojedynkę przeciwstawić się trendom i nie kupić dziecku smartfona słysząc „Mamo! Tato! Wszyscy z klasy już mają, tylko nie ja…”.

Dlatego trzeba działać wspólnie. Edukować rodziców już najmłodszych dzieci, zanim dadzą dzieciom kolorowe ekrany, w których pod niewinną przykrywką Robloxa czy Minecrafta diabeł zaciera ręce z szyderczym chichotem…

Edukujemy rodziców i młodzież. Odezwij się do nas na otit.edu.pl

Zbieramy środki na szkolenia, by docierać do jak najwiekszej ilości osób. Pomóż nam ostrzegać na czas.

https://zrzutka.pl/ckdwyd

Tragedia z Jeleniej Góry wstrząsnęła Polską.

W komentarzach szok i niedowierzanie. A ja pytam – na jakiej podstawie?

Przecież to była tylko kwestia czasu. Bo od lat WSZYSTKO wskazywało, że idziemy w tym kierunku.

I to TY mogłeś być na miejscu tych rodziców z Jeleniej Góry.

To TWOJE dziecko mogło zadać ten cios nożem. Albo go otrzymać. Za nic.

Pewnie wszystko w Tobie krzyczy teraz”NIE, NIE PRAWDA!”

Pewnie uparcie trzymasz się iluzji, że ani Ciebie ani Twojego dziecka te problemy nie dotyczą…

Że Twoje dziecko chodzi do małej, przyjaznej szkoły, w której „takie rzeczy nie mają prawa się wydarzyć”. Pewnie uważasz, że Twoich bliskich i rodzinę dziewczynki, która zadała cios, dzieli jakaś bezgraniczna przepaść jakości bycia, życia, sposobu myślenia, czucia. Pewnie odpychasz jak najdalej od swojego świata tę „patologię”…

Rozumiem. To naturalne mechanizmy obronne. Ale one podtrzymują fikcję.

I odsuwają w dal konieczne działanie ku zmianie.

Bo ja powtarzam: „TO” się mogło stać w KAŻDEJ szkole.

W KAŻDEJ klasie.

„TO” jest dużo bliżej, niż umiesz sobie wyobrazić i niż chcesz dopuścić do świadomości.

Rodzice (tak, tacy sami jak Ty!) zazwyczaj nie mają pojęcia ile postawionej na piedestale przemocy, treści seksualnych, zachęt do autoagresji czy anoreksji dosięga ich dzieci z ekranów.

Dzieci żyją w podwójnych standardach. Inny świat pokazują oficjalnie rodzicom, nauczycielom.

W zupełnie innym żyją większość doby z pełnym zaangażowaniem emocjonalnym.

Od wielu lat dysponujemy badaniami naukowymi, które wyjaśniają, dlaczego wśród dzieci i nastolatków wydarza się coraz więcej zła, przemocy, samookaleczeń, chorób psychicznych. Dlaczego dzieci lądują na oddziałach psychiatrycznych i w ośrodkach wychowawczych, zamiast radośnie bawić się i rozwijać.

Manfred Spitzer z książce „Cyfrowa Demencja” przytacza badanie naukowe sprzed 16-u już lat, w którym studenci testowali gry komputerowe: z przemocą lub bez. Grali w nie zaledwie 20 minut (!!!) i ten czas wystarczył, by ich wrażliwość na przemoc była wyraźnie niższa.

Ta sama zależność dotyczyła „znieczulicy”na cudzą krzywdę po obejrzeniu zaledwie jednego brutalnego filmu!!!

Badania te bez wątpienia udowodniły, że „bezpośrednio po konfrontacji z wirtualną przemocą stopień uwrażliwienia na realną przemoc zdecydowanie maleje”. Badań i dowodów jest o wiele więcej. Dużo za dużo na ten post.

A teraz proszę… pomyśl… co się dzieje z psychiką dziecka, które karmi się takimi treściami codziennie od lat?

Czy odróżnia jeszcze prawdę od fikcji?

Czy rozumie, że tym razem nie będzie można zrestartować gry a koleżanka nie ma pakietu kolejnych „żyć” w zapasie?

Czy ma ukształtowany stabilny system wartości moralnych, w których zrobienie komuś krzywdy jest jednoznacznie złe? Skąd ma wiedzieć jakie zachowanie jest słuszne, skoro patostreamerzy przy licznym aplauzie swoich followersów zarabiają dużą kasę on-line kopiąc własną babcię czy wkładając kota do piekarnika?!

Nie zrozum mnie źle. Nie chodzi o usprawiedliwienie tego, co się stało… Chodzi o zrozumienie, diagnozę, naprawę całego tego chorego społeczeństwa. Nie możemy zamykać oczu na ten aspekt.

Czy dostępna wiedza naukowa przełożyła się na jakieś skuteczne przepisy, zasady w szkołach i domach? Czy skutecznie ograniczono dostęp dzieci do szkodliwych treści?

NIE.

Skąd więc zdziwienie, że wydarza się coraz więcej tragedii?

W samym 2026 roku parę wydarzeń z naszego kraju: 14-o letni chłopiec z Poznania, który zaplanował szkolną strzelaninę i zrobił listę kolegów „do eksterminacji”, para nastolatków, która popełniła samobójstwo w Rzeszowie, kolejne dzieci skaczące pod pociąg…

Ile tragedii musi się jeszcze wydarzyć, żeby zabrać dzieciom dostęp do ekranów, skoro nie jesteśmy w stanie zapewnić im bezpieczeństwa w cyfrowym świecie?

Między bajki możecie włożyć ciągle powtarzane argumenty, że dzieci powinny mieć swoje telefony, bo ludzie powinni za młodu nauczyć się jak mądrze korzystać z mediów i wyćwiczyć samokontrolę co do ilości i jakości konsumowanych wirtualnie treści. BLA… BLA… BLA…Równie dobrze moglibyście kilkulatkom włożyć papierosa w zęby, flaszkę do jednej ręki i garść żetonów z kasyna do drugiej. Żeby za młodu nauczyły się jak nie popaść w nikotynizm, alkoholizm czy uzależnienie od hazardu…

Dlaczego uważam, że nie da się bezpiecznie zostawić dziecka z elektroniką sam na sam? Bo mózg człowieka dojrzewa w pełni dopiero około 30 roku życia!!! A większość gier i aplikacji stosuje bezwzględne psychomanipulacje, którym nawet dorośli nie są w stanie się oprzeć.

Dziecko mające ekran w kieszeni, w sypialni, w żaden sposób nie jest w stanie obronić się przed niszczycielską mocą mediów społecznościowych, gier, „brainrotów” czy krótkich filmików na Youtubie i Tiktoku.

A skutecznych rozwiązań prawnych ani technicznych dla bezpieczeństwa dziecka w sieci jak na razie nie ma.

Wielu rodziców ma słuszne przeczucie co do szkodliwości ekranów. Jednak mało kto ma siłę w pojedynkę przeciwstawić się trendom i nie kupić dziecku smartfona słysząc „Mamo! Tato! Wszyscy z klasy już mają, tylko nie ja…”.

Dlatego trzeba działać wspólnie. Edukować rodziców już najmłodszych dzieci, zanim dadzą dzieciom kolorowe ekrany, w których pod niewinną przykrywką Robloxa czy Minecrafta diabeł zaciera ręce z szyderczym chichotem…

Edukujemy rodziców i młodzież. Odezwij się do nas na otit.edu.pl

Zbieramy środki na szkolenia, by docierać do jak najwiekszej ilości osób. Pomóż nam ostrzegać na czas.

https://zrzutka.pl/ckdwyd

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *